RSS
sobota, 31 marca 2007
Pitu, pitu opowiem wam tu..... Styczen i luty byl tak nudny, ze nie mialam o czym pisac. Jedynie o tym, ze tragiczna pogoda i ciagle robotam...nudy! W marcu pojechalam do domciu, no i zalapalam sie na imieninki u cioci. No rewelka, bimberek, cala rodzinka....Poszlam sobie dymka puscic (wtedy jeszcze nie wiedzialam, ze to moj ostatni- moglam sie bardziej delektowac)i...... Moja ciotaka (teraz mysle, ze czarownica) spytala sie- Daj a ty nie jestes czasem w ciazy, bo cos tak jakos po tobie widze..... UPS...ze tak powiem!!!!!!!!! No i zaczelam sobie w myslach obliczac i jakos tak cos, tak jakos..... NO JESTEM W CIAZY!!!!!!!!!!!!! Dobra, dobra, nie zeby cos tam- nikomu sie nie przyznawalam, ale planowalam dzidzie, tylko co mnie przerazilo- planaowalam wlasnie w tym roku!!!!Z Moim trzasnely nas tak uczucia rodzicielskie, ze pod koniec zeszledo roku odstawilam tabletki i jazda... :) zaczelismy robic dzidziusia! Plany nas tak poniosly, ze wymyslelismy sobie tez slub....no i slub ustalony na za dwa miesiace a tu dzidzia tez- jak to bylo w tej reklamie- dwa w jednym...roku : JESTEM NAJSZCZESLIWSZA OSOBO NA SWIECIE- MOJEMU TEZ JUZ ODBILO! BEDZIEMY RODZOICAMI :) Buziaki dla wszystkich od przyszlej mamy ;)
niedziela, 24 grudnia 2006

Pitasne zyczenia...........

Spokojnych i rodzinnych swiat, duzo radosci, milosci i pieniazkow przesylam z zielonej wyspy!

Buziaki ;)

piątek, 22 grudnia 2006

pitu..pitu...............

Wstalam, nie tak wczesnie jak zamirzalem, ale wogole wstalam, a to sie liczy :)

Zaraz smigam do roboty, dzis odwiedzam wegirskie ziemie, pewnie ludziska sobie do domciow na swieta leca....wlasnie MOJ juz walizeczke spakowal i jutro smiga do Polandu na swieta- ha ha nie tylko ja sie nie umiem spakowac na tydzien tylko do jednej walizeczki :)

Tak wiec 24 sama spedze, bo dopiero nastepnego dnia fruuu do Wawki....Ale nie tam, ze siem smuce- dzis dostane od MOjego prezenta :) i urzadzimy sobie mala wigilijke przy kominku....jutro w chmarze ludziow pracowych bedziemy falszowac koledy we wszystkich jezykach a pojutrze juz polandowa ziemia bede kroczyc :)

Ale ale- najlepsze jest to ,ze 24 do Finlandii mnie fruna i a noz widelec o Laponie zachaczymy.....mogla bym Mikolaja jeszcze przechwycic i wiecej przezentow wytarmosic....to jet mysl!!!!

Czyli jak ktos prezenta nie dostanie, to najmocniej przepraszam, oznaczac to bowiem bedzie zem Mikolaja uprowadzila hi hui hi....;)

Dobra kuniec....................

Opindalania siem oczywiscie :) Trza zaczac cosik znowu skrobac...skob skrob :)

Wlasnie dupe przylatala z fabryki, ledwo okiem lypie ale mnie tak swiateczny duch siem zlapal wzial zem tu zagladla, hej! No i nadal niektorzy wytrwale pisza to i ja znowu zaczne- podciagnijmy to pod zyczenia noworoczne, ok??

Teraz to padam na jakze pinkny pracowy wymagany makijaz,  ale rano wstane i pohulam z klawiaturka!

Dobranoc

piątek, 15 września 2006
Trarara.....wolne dzis, wolne jutro i wolne pojutrze :) Jest wiec czas aby cos pobroic przez te trzy dni! Ilosc plynow procentowych uzupelnilam wczoraj, podczas babskiej libacji, wiec to mozna odfajkowac :) Imprezka z przytupem tez sie zalatwi, a dzis w planach domowy obiad :) Zaraz wyruszam upolowac kuraka do supermarkietu i rosolek bede pichcic (tak na marginesie irole pojecia wloszczyzna nie znaja, a selera na oczy nie widzieli);). Tak wiec Moj Ł bedzie mnie chwalic za pysznosci na stole, a ja w nagrode pojade sobie na zakupy, ciuchowe tym razem. Czyz zycie nie jest pinkne ;> ......tak, tak zrzucaniem zbednych kilogramow zajme sie wieczorem....jasne :)
środa, 13 września 2006
Pitu...pitu.... Zaraz lece do pracy, znaczy sie w pracy tez lece ale do Wloch...ciekawe jaka pogode maja makaroniarze :) I tak sobie mysle, a raczej mozna powiedziec ze fakt stwierdzam- nic konstruktywnego dzis nie zrobilam, no moze oprocz wyszorowania kuchenki, ale to byla sila wyzsza kiedy garnka od palnika oderwac nie moglam...;) W poniedzialek postanowilam sobie zadbac o kondycje swa....trza sie przyznac, zaczal sie dobrobyt to tylek tez w duuuzy dobrobyt wpadl;( No i- ilosc czasu spedzonego na silowni-0, ilosc czasu spedzonego na mysleniu o wyjsciu na silownie-1000 (tak na marginesie myslenie podchdzi pod cwiczenia fizyczne, nie???). No ale zeby totalnie nie osiasc na laurach- zapuscilam sobie film- joga dla poczatkujacych...nie powiem ciekawa, nawet wciagajaca rzec mozna.... kiedy sie ja oglada z kanapka i kafka w reku.......... Tia......w piatek ide na silownie,w piatek bo jutro musze odpoczac przed takim wysilkiem fizycznym, he he he ;)
wtorek, 12 września 2006
Ło rany............... Jak to jest, ze jak czlowiek w nowe srodowisko wpadnie to o bozym swiecie zapomina.........jestem beznadziejnym leniem i zapominaczem......kobito wez siem w do roboty!!!!(tu autor sam daje sobie kuksanca w tylek)!!! Dwa mniesiace temu stuknal roczek jak przewiewa mnie zielony wyspiarski wiater......nie powiem troszku sie prze ten rok zmienilo.... Zbudowalam sobie tu swoj malutki swiatek, dobrze sie zyje, jedynie to za zanajomymi sie teski ale co dwa miesiace jestem w domciu (wtedy najczesciej mozna mnie spotkac szalejaca na imprezach i zakupach :). W pracy tez nie narzekam, spoczko jest, miesiac temu awansowalam, pieniazki lepsiejsze, ciekwasze obowiazki i zarzadzam trojka ludzi- co nie powiem sprawia mi przyjemnosc....tak tak dalej smigam w przestworzach i codziennie inne lotnisko odwiedzam :) Zakochana po uszy jestem (a wlasciwie dlaczego muwi sie po uszy???co uszy uszaste maja do milosci???) i szczesliwa......no i ten tego.....zareczona!!!!!!!! Tak tak, Moj Ł zadal mi TO pytanie..... w pokoju swieczki, kfiatki i on z czerwonym pudeleczkiem na dloni.....no i zem w stresie od razu tak powiedziala :) Dobra dobra, to tak to calkiem przemyslane i z glebi serca (jak to romantycznie zabrzmialo :). Potem pol nocy ze stresu spac nie moglam :> No i co jeszcze......aaaa- znow napisze, he he he ;)
środa, 03 maja 2006
Imprezka............... Wracam z pracy, ciezki dzionek za mna, slonko swieci, czlek ma ochote otworzyc okna,otworzyc drzwi na taras, wziac drinka z palemka i powystawiac zpracowane preszczepy na dzialanie promieni slonecznych.......Wiec ja nalalam sobie Malibu, wrzucilam cosik na zab i otwieram balkon....jak dostalam po uszach, az mnie cofnelo!!!!Sasiedzi muzyki sluchaja, sasiedzi z Indii, wiec zawodzenie rasowo indyjskie, siedza na dworze i zaklocaja wszystkim cisze!!!Ale zeby to jakies radio, czy tam kompakt lecial, nie.....wiesniak jeden podjechal fura (taka co spojler wyzej ma niz sra) , pootwierane wszystkie drzwi, bagaznik i hurrra, muzyczka gra!!!! Ja tolerancyjna jestem, ale zeby mi drineczek az podskakiwal i zebym mysli zebrac nawet nie mogla???? Inni sasiedzi patrza, kreca glowami, ale nic nie moga zdzialc....wzielam telefon i dawaj na Garde, czyli na policyje dzwonie, niech lad i porzadek przywroca!!!!! No i przywrocili, a ja jestem uwielbiana przez jednych saiadow, a znienawidzona przez innych...hinduskich.... Tak, czy siak po sloneczku nici, ale drineczek i dobrze spelniony obywatelski obowiazek przy zachodzie slonca........tez przyjemne uczucie :)
piątek, 14 kwietnia 2006

Bomba...................

Zastanawiające, ale jak jestemw powietrzu nigdy nie myślę o katastrofach lotniczych, ani o niebezpieczeństwach, tam w górze. Zeby było śmieszniej, bardziej boję się jeździć samochodem i jak wariat zapinam pasy i nerwowo reaguję na manewry kierowcy- no chyba, że sam prowadzę, wtedy jestem królową szos, oczywiście :)

Trochę do myślenia dał mi oststni incydent.................

Kolega poprosił mnie o zamianę lotów, bo jacyś znajomi mieli lecieć moim lotem i on chciał im niespodziankę taką zrobić. Mnie to tam wsio rybka, niech chłop ma trochę rozrywki w życiu, a i tak lepiej na tym wyszłam bo wcześniej miałam skończyć.....

No i ja skończyłam w południe a mój pierwotny lot był uziemiony do 24.00! Ja jednak mam szczęście, ale po kolei.....

Wystartowali normalnie, po jakiś 5 min. pasażr podaje załodze Inflight magazyn (taka nasza gazetka pokładowa), gdzie na jednej ze stron widnieje napis -bomba jest na pokładze tego samolotu!!! Kapitan zawiadamia wieże kontrolne, wieża każe lądować w Glasgow (bo najbliżej), zjawiają się trzy mysliwce Raf i eskortują samolot, pasażerowie mimo zakazów dzwonią w panice w rodzin i się z nimi żegnają, parę osoób w stanie przedzawałowym, załoga (mimo, że sra po gadziach) udziela pierwszej pomocy i uspokaja pasażerów....Wreszcie lądują, zostają ewakuowani......Bomby nie ma , ktoś zrobił sobie najgłópszy pod słońcem kawał!!!

Potem policja przesłuchuje załogę, każdego z pasażerów na osobności, w końcu puszczają załogę i samolot z powrotem do domu....lądują na zielonej wyspie grubo po północy....

Jak ja bym tego debila, co to napisał dorwała, to bym zatłukła i wyrzuciła z lecącego samolotu!!!Imbecyl, przez niego kilka osób wylądowało w szpitalu, parę dostało załamania psychicznego, wielę ludzi pracowało po godzinach pomagając, inni ryzykowali życie przeczesując kabinę samolotu...a załogo wycięczona fizycznie i emocjonalnie na razie nie wróci do latania...

Tak tylko sobie myślę, jak ja bym się tam zachowała, w tych okolicznościach...ale tego raczej nie da się z góry przewidzieć....jutro lecę do paryża....

środa, 12 kwietnia 2006

Biała gorączka.............

Zaraz mnie coś strzeli....chciałam opisać swój istnie pechowy dzień, ale za każdym razem jak już kończę notatkę to mi się kasuję!!!!!

Zrobię to jutro, bo jeszcze chwilka i roztrzaskam ten komputer na kawałki....nie wiem jak ja to robię- jestem geniuszem od psucia wszelkich maszym- o pInknie!!!! teraz jakims cudem wylaczylam polskie znaki wrrrrrr.......

Ide napic sie kafki i zaciagnac sie papieroskiem, tak dla ukolysania nerowow....zwlaszcza, ze jutro lot mam o 6.10, czyli o 5.00 musze byc na lotnisku...czyli wstac, kufa, po 4!!!!! O takich  nieludzkich porach warcze na pasazerow.....wiec nie zaczynac :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35